18 posts tagged “podsumowanie”
Podczas wyprawy zamieszczaliśmy na stronie głównie zdjęcia, jedynie od czasu do czasu pojawiał się jakiś tekst. Dla łatwiejszego znalezienia tych wpisów dodaliśmy nowy tag "podsumowanie".
Mapki ze strony Wikimapia
Ile przejechaliśmy na rowerach w poszczególnych krajach:
Australia - 3184km
Nowa Zelandia - 5542km
Tajlandia - 1436km
Laos - 1360km
Wietnam - 959km
Chiny - 3252km
Rumunia - 1112km
Jesteśmy w jakimś mieście w prowincji Guizhou.
Mamy mapę tylko po chińsku, dlatego przy
zdjęciach nie ma nazw miejscowości.
Informacja dla wybierających się rowerem
do Chin: trzeba uważać gdy się zatrzymuje
w pobliżu domów, stacji benzynowych
albo posterunków policji. Jak się stoi
dłużej niż parę sekund, to zaraz ludzie
przynoszą krzesełka, herbatę, cukierki, śliwki.
Odpowiadamy na maile, które dostajemy
w związku z trzęsieniem ziemi:
Jesteśmy w Shangrila na granicy prowincji
Yunnan i Sichuan, tu nie było żadnych
wstrząsów. Jechaliśmy do Sichuanu, ale
drogi są zamknięte (były zamknięte już
wcześniej, bez związku z trzęsieniem ziemi)
i teraz zastanawiamy się gdzie dalej pojechać.
Informacje w polskich gazetach, że wstrząsy
były odczuwalne aż w Tajlandii i Wietnamie
to chyba kreowanie sensacji, jesteśmy dużo
bliżej epicentrum i nic tutaj się nie działo.
Również wczorajsze informacje o dużych
zniszczeniach w Chengdu są raczej
nieprawdziwe, przed chwilą mówili w tv,
że lotnisko już działa. Nieprawdziwe są też
informacje z Rzeczpospolitej i Dziennika, że
w prowincji zostało zniszczonych 80%
budynków.
Przejechane kilometry:
Australia - 3184km
Nowa Zelandia - 5542km
Tajlandia - 1436km
Laos - 1360km
Wietnam - 959km
Chiny - na razie 1635km
Pojeździmy po Chinach jeszcze co najmniej miesiąc, bo bardzo nam się
tutaj podoba. Chiny i Nowa Zelandia to dwa kraje, które w
rzeczywistości bardzo się różnią od ich obrazu tworzonego przez media.
Chiny bardzo różnią się na korzyść, Nowa Zelandia na niekorzyść. Nowa
Zelandia nie jest czysta, nowoczesna, zielona, spokojna i bogata, a
Chiny (przynajmniej Yunnan) nie są biedne, zacofane, brudne i
zatłoczone. Więcej napiszemy po powrocie.
Tu jest strona spotkanych przez nas rowerzystów, których też
pozytywnie zaskoczyła chińska rzeczywistość, zupełnie inna od
stereotypów:
http://amyandwim.travellerspoint.com/
Australia była jedynym krajem, gdzie ludzie podchodzili do nas i
mówili "przeprowadźcie się tutaj, to najlepszy kraj na świecie!".
Natomiast Nowa Zelandia to był jedyny kraj, gdzie ludzie podchodzili
do nas i o nic nie pytani sami mówili (czasem konfidencjonalnym
szeptem) "uważajcie, tu nie jest bezpiecznie".
W Wietnamie byli najbardziej rozgarnięci i inteligentni ludzie,
ciekawi wszystkiego, towarzyscy, chętni do pomocy. Nawet gdy mówili
tylko po wietnamsku, to zwykle udawało nam się porozumieć, dowiedzieć
o drogę, zrobić zakupy, uciąć pogawędkę. W Wietnamie za sprawą
spotykanych ludzi bylo najzabawniej. Rozmowy na migi i przy pomocy
wyrywanych sobie z rąk rozmówek z cały czas powiększającą się grupą
Wietnamczyków, poklepywanie po plecach, zaglądanie za koszulkę, czy to
nasz naturalny kolor, czy opalenizna. Nie potwierdziły się słyszane
wcześniej opinie, że Wietnamczycy wyjątkowo często naciągają turystów
przy zakupach (tak było w Laosie), ani, że ruch na drogach jest
szczególnie niebezpieczny (tak było w NZ i Australii), choć jazda
rowerem po Hanoi to niezapomniane przeżycie.
O wrażeniach z Tajlandii i Laosu pisaliśmy wcześniej.
Jesteśmy 100km na północ od Dali. Jutro mogą być nowe zdjęcia.
Gdyby ktoś przyjechał do Chin, żeby zobaczyć huczne manifestacje
pierwszomajowe, to by się bardzo rozczarował. Nie widzieliśmy żadnych
pochodów, ludzie jak zwykle w pracy, dzieci w szkołach, w mieście
jedyna manifestacja to była grupka ludzi z plakatami, reklamującymi
supermarket.
Vang Vieng to miasto, do ktorego przyjezdzaja tlumy turystow, zeby lezec w knajpach na materacach, jesc, pic, palic, plywac po rzece na oponie samochodowej (zatrzymujac sie po drodze w barach na brzegu), ogladac w telewizji te same seriale, ktore ogladaja w domu, siedziec w niezliczonych kawiarenkach internetowych, a potem opowiadac znajomym jakie to cuda widzieli w Laosie. My tu odpoczywamy jeden dzien przed dalsza podroza.
W wielu miejscach mozna przeczytac, ze w Laosie sa wyjatkowo sympatyczni i zyczliwi ludzie. Ludzie w Laosie nie sa bardziej czy mniej sympatyczni niz np. w Polsce (tzn. jeden jest, inny nie jest), wyjatkowo mili ludzie to sa w Tajlandii.
To, co wyroznia ludzi w Laosie, to bardzo czesto spotykana sklonnosc do oszustwa. Zagraniczny turysta jest dla nich chodzacym workiem pieniedzy i przy okazji zakupow probuja wyciagnac z niego te pieniadze na wiele sposobow:
- wydajac za malo reszty, moze bialas sie nie zorientuje w tych dziesiatkach tysiecy laotanskich kipow
- pakujac za malo towaru, moze bialas nie zauwazy, ze dostal czegos 7 zamiast 10
- rzucajac cene z kosmosu, moze bialas dopiero przyjechal i nie wie, ze maly arbuz kosztuje 3000, a nie 15000
- udajac, ze waza np. gruszki i podajac szybko i bez liczenia wymyslona sume, np. 4000 kipow za jedna gruszke, w Polsce gruszki tyle nie kosztuja, a tu jest kilka razy taniej
- zmieniajac cene w trakcie zakupow, np. smazone banany mialy kosztowac 1000 za trzy sztuki, przy placeniu juz jest 1000 za dwie sztuki
- wyciagajac samodzielnie pieniadze z garsci bialasa, puszka coli miala kosztowac 4000, szukam banknotow, sprzedawca widzi dwa po 5000, sam wyciaga mi je z reki i mowi "dziekuje", na widok zdziwionej miny pokazuje mi na palcach, ze cola kosztuje 5000 (potem w restauracji widzimy, ze cola jest po 3000, a tamto bylo na straganie przy drodze)
-"zaokraglajac" cene, oczywiscie w gore, np. za korzystanie z internetu przez 1 godzine i 47 minut licza jak za 2 godziny, chociaz jest podana cena za minute, a nie za godzine, ale przeciez bialas nie bedzie targowal o rownowartosc jednej zlotowki (albo dwoch zlotych, bo korzystalismy z dwoch komputerow)
Trzeba przy kazdym zakupie uwazac, dokladnie patrzec co sie dostaje, ile wydaja reszty, a przede wszystkim najpierw ustalic cene, co wcale nie jest latwe, bo na widok bialasa sprzedawca dostaje goraczki i w ustalanie ceny angazuje sie czasem cala rodzina i wszyscy okoliczni sprzedawcy. Albo najpierw niewyraznie pokazuja na palcach jakas liczbe, np. 3 (tysiace), a jak od razu sie zgodzimy, to odginaja kolejne palce i z 3 robi sie nagle 5.
-niektorzy sprzedawcy proponuja nietypowe "promocje" w rodzaju: 6 butelek wody za 10000, to ile kosztuje 8 butelek wody? 15000
Inna legenda mowi, ze w Laosie wszyscy sie usmiechaja ("te slynne laotanskie usmiechy" powtarzaja kolejne osoby w swoich opisach podrozy do Laosu). Nie usmiechaja sie jakos szczegolnie czesciej niz w Polsce, moze nawet rzadziej, i jakos tak bywa, ze gdy usmiechnie sie Laotanczyk czy Kubanczyk, to mowi sie, ze to oznaka, ze ten czlowiek jest szczesliwy i przyjaznie nastawiony do innych, a gdy usmiechnie sie Amerykanin, to oznacza, ze jest falszywy. W Laosie te "slynne usmiechy" to czesto histeryczne wrzaski wybiegajacych na droge dzieci gdy jedziemy przez wies.
Natomiast wsrod doroslych jedni odpowiadaja na nasze pozdrowienie, inni nasze "Dzien dobry" kwituja cisza i tylko patrza sie na nas, a sympatyczni ludzie chyba odpowiadaja na pozdrowienie. Oczywiscie nie wszyscy chca oszukac i duzo osob odpowiada na nasze pozdrowienia i pewnie nie bylibysmy tak rozczarowani, gdybysmy sie nie nasluchali i nie naczytali o super sympatycznych Laotanczykach i gdybysmy nie przyjechali do Laosu prosto z Tajlandii, gdzie mozna bylo wziac reszte bez przeliczenia i zapytac o cene posilku dopiero po zjedzeniu go, a ludzie byli tak mili, ze to byla jedna z pierwszych rzeczy jakie zauwazylismy w Tajlandii, o ktorej zreszta pisalismy na blogu. Z naszych doswiadczen wynika, ze najsympatyczniejsi ludzie sa w USA i w Tajlandii, a najbardziej zadowoleni z zycia w Australii.
Jestesmy w Mae Sai. Jedziemy do Laosu.
Dla zainteresowanych krotkie podsumowanie rowerowe:
- jedna calkiem zuzyta opona, wymieniona po okolo 9000km, pozostale 3 sa jeszcze dobre
- cztery zuzyte lancuchy w kazdym rowerze
- nowa kaseta w kazdym rowerze
- drugi komplet klockow hamulcowych
- nowe manetki przerzutek, bo nowe kasety sa 8-biegowe, poprzednie manetki i kasety byly 7-biegowe
- 21 zalatanych dziur w detkach
- wszystkie detki wymienione na grube jeszcze w Australii (19 dziur bylo do tej wymiany)
- zlamana sztyca siodelka, wymieniona w Australii