Ludzie w Laosie
W wielu miejscach mozna przeczytac, ze w Laosie sa wyjatkowo sympatyczni i zyczliwi ludzie. Ludzie w Laosie nie sa bardziej czy mniej sympatyczni niz np. w Polsce (tzn. jeden jest, inny nie jest), wyjatkowo mili ludzie to sa w Tajlandii.
To, co wyroznia ludzi w Laosie, to bardzo czesto spotykana sklonnosc do oszustwa. Zagraniczny turysta jest dla nich chodzacym workiem pieniedzy i przy okazji zakupow probuja wyciagnac z niego te pieniadze na wiele sposobow:
- wydajac za malo reszty, moze bialas sie nie zorientuje w tych dziesiatkach tysiecy laotanskich kipow
- pakujac za malo towaru, moze bialas nie zauwazy, ze dostal czegos 7 zamiast 10
- rzucajac cene z kosmosu, moze bialas dopiero przyjechal i nie wie, ze maly arbuz kosztuje 3000, a nie 15000
- udajac, ze waza np. gruszki i podajac szybko i bez liczenia wymyslona sume, np. 4000 kipow za jedna gruszke, w Polsce gruszki tyle nie kosztuja, a tu jest kilka razy taniej
- zmieniajac cene w trakcie zakupow, np. smazone banany mialy kosztowac 1000 za trzy sztuki, przy placeniu juz jest 1000 za dwie sztuki
- wyciagajac samodzielnie pieniadze z garsci bialasa, puszka coli miala kosztowac 4000, szukam banknotow, sprzedawca widzi dwa po 5000, sam wyciaga mi je z reki i mowi "dziekuje", na widok zdziwionej miny pokazuje mi na palcach, ze cola kosztuje 5000 (potem w restauracji widzimy, ze cola jest po 3000, a tamto bylo na straganie przy drodze)
-"zaokraglajac" cene, oczywiscie w gore, np. za korzystanie z internetu przez 1 godzine i 47 minut licza jak za 2 godziny, chociaz jest podana cena za minute, a nie za godzine, ale przeciez bialas nie bedzie targowal o rownowartosc jednej zlotowki (albo dwoch zlotych, bo korzystalismy z dwoch komputerow)
Trzeba przy kazdym zakupie uwazac, dokladnie patrzec co sie dostaje, ile wydaja reszty, a przede wszystkim najpierw ustalic cene, co wcale nie jest latwe, bo na widok bialasa sprzedawca dostaje goraczki i w ustalanie ceny angazuje sie czasem cala rodzina i wszyscy okoliczni sprzedawcy. Albo najpierw niewyraznie pokazuja na palcach jakas liczbe, np. 3 (tysiace), a jak od razu sie zgodzimy, to odginaja kolejne palce i z 3 robi sie nagle 5.
-niektorzy sprzedawcy proponuja nietypowe "promocje" w rodzaju: 6 butelek wody za 10000, to ile kosztuje 8 butelek wody? 15000
Inna legenda mowi, ze w Laosie wszyscy sie usmiechaja ("te slynne laotanskie usmiechy" powtarzaja kolejne osoby w swoich opisach podrozy do Laosu). Nie usmiechaja sie jakos szczegolnie czesciej niz w Polsce, moze nawet rzadziej, i jakos tak bywa, ze gdy usmiechnie sie Laotanczyk czy Kubanczyk, to mowi sie, ze to oznaka, ze ten czlowiek jest szczesliwy i przyjaznie nastawiony do innych, a gdy usmiechnie sie Amerykanin, to oznacza, ze jest falszywy. W Laosie te "slynne usmiechy" to czesto histeryczne wrzaski wybiegajacych na droge dzieci gdy jedziemy przez wies.
Natomiast wsrod doroslych jedni odpowiadaja na nasze pozdrowienie, inni nasze "Dzien dobry" kwituja cisza i tylko patrza sie na nas, a sympatyczni ludzie chyba odpowiadaja na pozdrowienie. Oczywiscie nie wszyscy chca oszukac i duzo osob odpowiada na nasze pozdrowienia i pewnie nie bylibysmy tak rozczarowani, gdybysmy sie nie nasluchali i nie naczytali o super sympatycznych Laotanczykach i gdybysmy nie przyjechali do Laosu prosto z Tajlandii, gdzie mozna bylo wziac reszte bez przeliczenia i zapytac o cene posilku dopiero po zjedzeniu go, a ludzie byli tak mili, ze to byla jedna z pierwszych rzeczy jakie zauwazylismy w Tajlandii, o ktorej zreszta pisalismy na blogu. Z naszych doswiadczen wynika, ze najsympatyczniejsi ludzie sa w USA i w Tajlandii, a najbardziej zadowoleni z zycia w Australii.